Środa, 10 marca 2010 Bożysławy, Cypriana, Marcelego



STRONA W PRZEBUDOWIE





Fatal error: Call to undefined function prawe() in /usr/local/www/superstacja.tv/public_html/superstacja/test/library/function.inc.php on line 212



Karol Kosiorowski
Dziennikarz, reporter, prezenter Superstacji. Specjalista od spraw politycznych, społecznych, ale także lżejższych. Szyderczo wyśmiewa to co warte wyśmiania, jak mało kto potrafi zmrużyć oko i komentować wydarzenia.

 

Wesołych Świąt

  2008-12-13 23:23:52  
  
 

Czy za zadawanie pytań można iść siedzieć? Nie można. Przynajmniej do momentu, kiedy siedzieć nie pójdzie poseł Janusz Palikot. Za co? Za "prezydenta". Za dopytywanie się - czy pije, czy nie. Za chamskie, zdaniem posła, zachowanie prezydenta. Za sztucznego penisa, którym poseł wymachiwał, za świński łeb i chwalenie się swoim samolotem. No to pytam. Fantazja? Głupota? Strategia? Czy nałóg? Można przecież zapytać posła Palikota, czy też czasem nie pociąga z gwinta. Czy, to tylko ułańska fantazja dawnego króla taniego wina?

Kolejna rewelacja w złotych ustach Palikota pojawiła się niedawno. Poseł oświadczył, że odkupi mieszkanie Zbigniewa Ziobry, by ten mógł spłacić swoje długi. Palikot chce u Ziobry stworzyć muzeum IV RP. Po co? Patrząc na Jarosława Kaczyńskiego, Jacka Kurskiego, Karola Karskiego, Przemysława Gosiewskiego, Elżbietę Kruk, Beatę Kempę i innych nie jeden ma wrażenie, że to postacie muzealne, z muzealnymi poglądami i muzealnymi charakterami.

A Palikot? Cóż, niech pyta. Ja też zapytam. Czy posłowie PiS-u są normalni? Kurski podłączony pod konwój, Kruk "niedysponowana" w Sejmie, Górski "rasista" i Karski szalejący w cypryjskim Melexie.

Wesołych Świąt.

 
  
 

Ziobrzydło mi

  2008-09-04 00:15:33  
  
 

Zbigniew Ziobro przemawiał dziś w Sejmie godzinę. Długo się przygotowywał do swego orędzia, bo aż do 3 nad ranem. To, że jako minister sprawiedliwości chciał walczyć z korupcją, patologiami administracyjnymi i bandytami to dobrze. Szkoda tylko, że działał naginając prawo, łamiąc zasady i kierując się wskazówkami wodza Jarosława. Do tego dochodziła stała i niezmienna indoktrynacja względem społeczeństwa, potencjalnie skłonnego Ziobrze uwierzyć i uznać go za kryształowego rycerza. Taki był zresztą plan PiS-u, któremu potrzebny był człowiek, który kojarzyłby się z bezwzględną walką z patologiami. Walka ta jednak była względna.

Tu powinna też pojawić się dygresja dotycząca podobnej strategii Platformy Obywatelskiej, bo przecież i ona chce mieć człowieka, który ma robić swoją robotę tak, by społeczeństwo uwierzyło, że to bezwzględny wojownik o prawo, sprawiedliwość i społeczną równość. Platforma rozwiązała to znacznie lepiej niż PiS. Wprawdzie Kaczyński stworzył CBA, ale nie mógł sterować całym biurem - kolejny raz ludzie wymykali się mu spod kontroli. Mariusz Kamiński chciał dobrze, mocno angażował się w polecenia Jarosława Kaczyńskiego i Zbigniewa Ziobry, ale albo był nadgorliwy, albo zupełnie nie znał się na swojej robocie, bo agentów miał dobrych. Wniosek jest jeden - PiS zatrudniło w tak ważnej instytucji patałacha, który nie potrafił poradzić sobie z prostymi rozkazami swoich przełożonych.

Platforma zostawiła ministerstwo swojemu ministrowi - Zbigniewowi Ćwiąkalskiemu, któremu polecono, by zupełnie inaczej w stosunku do Ziobry kierował pracami resortu. Kompetentny minister, który nigdy nie spekuluje, ale informuje. Informuje rzadko, ale konkretnie. Skupia się na merytorycznych przesłankach. Stoi na straży sprawiedliwości.

Od czarnej roboty - korupcji, przestępstw gospodarczych, nadużyć urzędniczych ma znacznie lepszą (propagandowo) oręż - Julię Piterę, która została ministrem bez teki w nagrodę za zaangażowanie w dążeniu Platformy do zwycięstwa. Jak sobie radzi? Słabo - żadnych konkretów. Może powinna wziąć przykład z Ewy Kopacz i organizować więcej konferencji prasowych, na których będzie nam rzucać konkrety - pytanie tylko, czy będzie czym rzucać? Pewnie nie i stąd ten problem. Ale ludzie jej ufają.

Po zwycięstwie Platformy CBA miało zostać rozwalone a premier, co pamiętam, obiecywał, że Mariusz Kamiński przestanie kierować biurem. Pitera przygotowała raport, słaby i mało przekonywający. Nie udało się. Premier oświadczył - nie możemy. Mogliby, gdyby na prawdę chcieli. Nie zaszkodziło to jednak rządowi. Gdyby biuro rozwalili pewnie strat byłoby więcej niż zysków.

Ziobro powtarzał dziś wielokrotnie, że sprawa jego immunitetu to zemsta polityczna za konsekwentną walkę z korupcją. Grzmiał - to proces polityczny. Bzdury Ziobro gadał - jak podczas większości swoich konferencji, kiedy chciał błyszczeć. Zresztą wszyscy dziennikarze sejmowi wiedzą jak Ziobro lubi kamery, mikrofony. Nie raz stolik dziennikarski w sejmie był świadkiem kółek, jakie Ziobro zataczał z nadzieję, że ktoś podejdzie, o coś zapyta, poprosi o komentarz. Dziś Ziobro - reprezentant PiSu, najpopularniejszy polityk partii Kaczyńskiego nie odpowiedział, czy zemstą i swego rodzaju procesem politycznym są obchody rocznicy sierpnia. W Sejmie pod koniec tygodnia - bez legendarnych działaczy, za to z prezydenckim patronatem. Zakłamanie i obłuda bije z politycznych gęb polityków Kaczyńskiego tak obrzydliwie, że już nawet wycieranie tych gęb, co jakiś czas, nie pomaga.

Prokuratura w Płocku chce postawić Ziobrze zarzuty, ale to nie jedyne miejsce, gdzie prokuratorzy prowadzą dochodzenia, w których widnieje nazwisko Zbigniewa Ziobry. Warszawa, Łódź, Zielona Góra, Rzeszów. Sprawy różne, od niszczenia poufnych dokumentów, poprzez nielegalne podsłuchiwanie dziennikarzy, aż po przekraczanie uprawnień. Czy polityczna zemsta byłaby aż tak doskonała, żeby skoordynować pracę kilkunastu niezależnych prokuratorów w całym kraju by ci zajmowali się byłym ministrem. To nie Platforma mści się na Ziobrze. To głupota, nadęcie, wiara, że już zawsze będzie rządził PiS, ślepe zaufanie do Kaczyńskiego dziś mszczą się na Ziobrze. Zemsta jest słodka - podobno.

Zamiast tłumaczyć się przez godzinę Ziobro powinien z podniesionym czołem powiedzieć - zrzekam się immunitetu. To wszystko nic więcej. Tym bardziej, że doskonale wie, że złamał prawo. Ziobro nie mógł pokazać akt Kaczyńskiemu, Kaczyński w aktach tych występuje, a jako ówczesny członek BBN-u (i nikt więcej) nie miał prawa akt tych oglądać. Ziobro jako prokurator generalny musiał o tym wiedzieć. Świadomie więc złamał prawo.

Wystąpienie Ziobry potwierdziło jeszcze jedno. PiS jest silne jednością. Za Ziobrą murem stanęli wszyscy. Od Jarosława Kaczyńskiego, poprzez Marka Suskiego (ojca naszego bojkotu) aż po młodego Kamińskiego. PiS jest zatem doskonałym przykładem tego, że wspólna ideologia cementuje partię. W Platformie czy SLD byłoby to nie do pomyślenia. Przykładem może być chociażby Janusz Palikot. Tłumacząc się ze swojego postępowania wciągnął w bagno swoich błędów całe Prawo i Sprawiedliwość, które zresztą otumanione orędziem Ziobry oklaskiwało swoją gwiazdę. Po co, żeby oszukać społeczeństwo, że Ziobro gadał mądrze, dobrze i miał rację. Brakowało tylko prezydenta Kaczyńskiego, który wstawiłby się za Ziobrą. Były prokurator generalny wolał dziś odegrać teatrzyk zbitego Zbynia, w dodatku, tego Zbynia, któremu zabrano wszystkie zabawki, opluto i zostawiono na pastwę losu w pustej piaskownicy. I ten Zbynio ma zostać przyszłym prezesem Prawa i Sprawiedliwości? Ma być kandydatem w wyborach prezydenckich.

Panie Zbyniu - powodzenia!

 
  
 

Made in China

  2008-08-10 12:33:48  
  
 


Miał być sezon ogórkowy. Miały być potwory w Wiśle i śmiercionośne pszczoły. Miały być nowe romanse na piaszczystych plażach Egiptu i kolejne rozwody. I pewnie były. Były też awantury w Sejmie i wojna na linii Kaczyński - Sikorski - Tusk. Kolejna wojna ta w Gruzji zdaje się wisieć na włosku. Rosjanie zajęli stolicę Osetii Południowej. Lech Kaczyński i Donald Tusk mocno zaangażowali się w sprawę Gruzji, zresztą Kaczyński od dawna otaczał "staranną troską" ten kraj. Wydaje się, że wojna Rosyjsko-Gruzińska pojednała premiera i prezydenta, ale jest to pewnie kolejne złudzenie, które pryśnie jednocześnie z końcem starć.


Igrzyska w Pekinie dziś bardzo deszczowe. Ceremonia otwarcia długa, ale imponująca. Nie mogłem jednak pozbyć się wrażenia, że te igrzyska są takie jak wszystko - made in China.

 
  
 

Superlato jest super

  2008-07-10 21:53:16  
  
 

Tarcza antyrakietowa, immunitet Zbigniewa Ziobry, sprawa Bolka i tarcia na linii prezydent - premier. Te tematy, zupełnie nie interesują naszych gości. I nie ma się czemu dziwić. Latem na Mazurach ludzie wypoczywają i chcą odsapnąć od polityki. Dlatego Superlato na Mazurach pozwala chwilę odetchnąć. Nie nam. Wiele ciekawych miejsc, ludzi i przygód za nami, przed nami - pewnie jeszcze więcej. Dziś odkrywaliśmy kolejną "Tajemnicę Mazur" - niezwykłą historię pruskiego barona, który żył we wsi Doba, niedaleko Giżycka.

Przed nami kolejne niesamowite miejsca, ludzie i opowieści. Będziemy szukać diabła, który mieszka na Czarciej Wyspie niedaleko Mikołajek. Pokażemy akcję wydobywania zatopionego przed laty jachtu. A to dopiero początek tego, co czeka nas w nadchodzącym tygodniu Superlata.  

 

 
  
 

PiS łże!

  2008-03-13 22:43:05  
  
 

Prawo i Sprawiedliwość pogniewało się na Superstację. Partia, która w sondażach leci na łeb, na szyję gniewa się na media z niezwykłą częstotliwością. Na czarnej liście PiSu są jeszcze Radio RMF FM i Gazeta Wyborcza. PiS, to podobno dwa kłamstwa i spójnik. I to chyba prawda, najpierw Traktat Lizboński był sukcesem, teraz jest przeszkodą. Jarosław i Lech Kaczyńscy chcą ciągle mieć w kraju władzę. A tu taka niespodzianka, społeczeństwo uszczęśliwione, że chociaż w Superstacji nie musi oglądać i słuchać politycznego bełkotu, wymyślanego w ciemnych pokojach PiSowskich działaczy.

A teraz będzie historyjka, która jest dowodem, że PiS kłamie! Ostatnio prosto w oczy kłamał Zbigniew Ziobro. Będąc w Sejmie 7 marca, zaczepiłem posła Ziobrę, który posuwał się leniwie korytarzem. Panie pośle, czy mogę o coś zapytać - pytam. Na to Ziobro - przepraszam, ale jestem zajęty. Patrzę, a Ziobro przechadza się sejmowymi korytarzami i chodzi wokół stolika dziennikarskiego, z miną wyrażającą - hej, dziennikarze - jestem tutaj, która telewizja mogłaby mnie pokazać. Osz Ty niedobry Ziobrze - myślę sobie...

Ktoś podszedł, o coś zapytał. Ziobro się powdzięczył, pouśmiechał, pokokietował dziennikarzy, bo dziennikarki kokietuje mniej chętnie. Poszwędał się po korytarzu i wrócił, tym samym leniwym i posuwistym krokiem do "swego" malutkiego sejmowego pokoiku.

Panie pośle Ziobro, albo pan na drugi raz powiedz - "spieprzaj dziadu", albo kitu nie wciskaj, żeś zajęty. Bo nie ze mnie pan, panie pośle kretyna robisz, ale z widzów Superstacji, a co za tym idzie z Polaków i wyborców, co nie jest - mam wrażenie - zbyt mądrym posunięciem. Posuwaj się zatem, panie pośle, w zaciszu sejmowych ścian, tym leniwym krokiem i nie wciskaj nam, żeś zajęty. Bo jak się ktoś leni, to choćby sam wierzył, że pracuje, to i tak się będzie lenić a wszyscy to zauważą.

I jeszcze o wodzu...

Poseł Jarosław Kaczyński nie ma konta w banku, nie umie wysłać SMSa i nie korzysta z Internetu. Twierdzi, że internauci to idioci, którymi bez trudu można manipulować, tym łatwiej, że nie robią nic poza piciem piwa i oglądaniem filmów erotycznych w Internecie. Dziś w Sejmie próbował za to pouczać Superstację, jak ma prowadzić politykę medialną, i jakie zmiany w ramówce są konieczne, by PiS Superstację ukochał. Problem w tym panie pośle, że Superstacja tej miłości nie chce, boi się, że z tego małżeństwa mogły by się urodzić zacofane bliźniaki bez rąk, czy co gorsza z ubytkiem szarych komórek.

Ciekawe co zrobiłby poseł Kaczyński, gdyby przyszło mu zlecić przelew internetowy, umówić się z prezydentem za pomocą SMSa, czy odpisać na maila. Nic tylko obrazić się na każdego, kto chociażby pomyślał, że były premier potrafiłby to wszystko zrobić. I nie chodzi już nawet o to, że Kaczyński tego wszystkiego nie potrafi, bo nie każdy musi być wszechstronnie uzdolniony.

Chodzi o to, że poseł Kaczyński zachowuje się jak "rozkapryszony berbeć", który zabiera wiaderko i idzie do innej piaskownicy, bo w tej jest mu ciasno, źle i nie umie dogadać się z kumplami. A i kumpli z każdym dniem mniej.    

 
  
 

Tak od czapy

  2008-01-14 19:52:40  
  
 

Zyta Gilowska nie jest już posłanką Prawa i Sprawiedliwości. Pogłoski jakie słyszy się na sejmowych korytarzach są różne. "Fakt" napisał w zeszłym tygodniu, że była minister ma depresję. Depresji można się było nabawić - to fakt. Co jednak było powodem pojawienia się tej choroby?

Są tacy, którzy mówią, że połowa Polaków jest jeszcze w sidłach depresji z powodu rządów Prawa i Sprawiedliwości. Niektórzy już łapią kolejną infekcję i depresja powodowana jest u nich nowym rządem i Ewą Kopacz, która jako lekarz nie potrafi uleczyć polskiej służby zdrowia, która podobno już żadną służbą nie jest.

Nie chcę pytać czy minister Kopacz musi dostać łapówkę, żeby być skutecznym lekarzem w walce z chorą służbą zdrowia, bo jeszcze jak poseł Palikot musiałbym zwołać tzw. konfę i przeprosić panią minister, ale przecież - ja tylko pytam - jak tłumaczą niektórzy.

Złośliwi już czekają na dymisję Ewy Kopacz, a ja raduję się wiosną, która pojawiła się tej zimy. Jednocześnie szybko więdnie mi humor, bo o 6:30 muszę być w pracy. To nie sprawiedliwe, ale podobno konieczne.

 
  
 

Dzień Radości Narodowej premiera Donalda Tuska

  2007-11-19 11:38:58  
  
 

Donald Tusk w „Fakcie” cieszy się z wygranego meczu i awansu Polaków do Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej w 2008 roku. To miłe, że premier docenia polskich sportowców, i zwyczajnie, po ludzku się cieszy. Złośliwi mówią, że to PR, że premier za wszelką cenę chce być popularny. Chce być produktem masowym, „do kupienia” dla każdego Polaka.

 

Nie wiem, czy masowy produkt to Donald Tusk. Kaczor Donald – z pewnością, ale Tusk Donald? Wiem jednak, że taki premier jest postacią pozytywną. Być może jego pozytywny wizerunek, wynika z tego, jak bardzo negatywnym wizerunkiem „cieszył się” Jarosław Kaczyński, a właściwie Kaczyńscy, którzy sprawili, że Polska miała twarz Kaczyńskiego – bez szerszego rozróżniania – którego. Tusk ma żonę, ma prawo jazdy, ma konto w banku i umie mówić po angielsku. Zamiast „spieprzaj dziadu” macha rodakom przed schowaniem się za czarną szybą rządowej limuzyny. Zamiast krytykować Kaczyńskiego, że ten z całych swoich sil zdołał jedynie wykrzesać kilka słów na papierze na okoliczność zaprzysiężenia nowego rządu, mówi z klasą, że były powody, które Kaczyńskiego pchnęły w kierunku niewerbalnego przekazania swoich przemyśleń, jakże ubogich – niestety.

 

Czkawką odbija się Tusk tym, którzy zbyt mocno ukochali Kaczyńskich, bo i tacy się zdarzają. Kiedy Polacy, dumni jak nigdy, świętowali Dzień Odzyskania Niepodległości, na placu Józefa Piłsudskiego w Warszawie, oprócz polityków, żołnierzy i dziennikarzy, obecni byli przede wszystkim wspomniani wcześniej świętujący. Kiedy relacjonowaliśmy przebieg uroczystości, już po zakończeniu wszystkich oficjalnych części – przybłąkała się grupka starszych pań w charakterystycznych nakryciach głowy. Komentarze przytoczę, ale zostawię bez komentarza.

 

„Kochamy pana prezydenta, a wy powinniście się wstydzić”.

 

„Jak można tak mówić, o panu prezydencie i premierze, oni są wspaniali, Tusk sfałszował wybory”.

 

„Pan prezydent zorganizował taką piękną uroczystość, a wy tak o nim mówicie”.

 

„Nie szanujecie prezydenta, a on jest taki wspaniały”.

 

„Kwaśniewskiego nienawidzę, to nie był mój prezydent”.

 
  
 

Prezydent Lech Kaczyński uwięziony

  2007-10-30 18:54:04  
  
 

Prezydent RP – Lech Kaczyński został uwięziony. Wieczór wyborczy był dla prezydenta tak stresującym przeżyciem, że ogłoszenie wyników chciał obejrzeć w samotności – z dala od pierwszej damy – Marii. Wybrał więc najciemniejszy pokój w pałacu. Na końcu korytarza ostatniego piętra, w zasadzie tuż na stryszku. Prezydent zatrzasnął za sobą drzwi, zasiadł w fotelu i wyciągnął przed siebie swoje zmęczone prezydenturą nogi. Pokój, w którym prezydent oglądał wyniki, to pokój niezwykle wysoki, tak, by żaden człowiek, z żadnego kraju nie mógł doskoczyć do sufitu. Prezydent tak zdenerwował się wynikami, że usnął w fotelu. Drugiego pięknego dnia, kiedy wszyscy spodziewali się, że prezydent przemówi – Lech Kaczyński zdał sobie sprawę, że dużo czasu minie, nim zdoła się w tej kwestii wypowiedzieć. Wysoki pokój, wysokie drzwi i ... klamka też zbyt wysoko. Jak się okazuje nie tylko do sufitu nie można tam doskoczyć. Lech Kaczyński nie może doskoczyć nawet do klamki, co uniemożliwia mu wyjście na zewnątrz. Podobno prezydent udzielił wywiadu „Rzeczpospolitej”. Dziennikarze rozmawiali z prezydentem przez dziurkę od klucza, siedząc półdupkiem na drabince podstawionej pod drzwi. Kancelaria Prezydenta rozważa wystosowanie specjalnej prośby do Wojciecha Olejniczaka, by ten stłukł okno w pałacowym stryszku i jako narodowy bohater ocalił prezydenta od tej parszywej izolacji.

 

Takie są podobno przyczyny milczenia prezydenta. Uczuć nie potrafią okazywać ludzie Prawa i Sprawiedliwości, dlatego wszyscy z powagą podkreślają, że prezydent ma się dobrze. Pewnie, że ma się dobrze. PiS-owcy przecież nie kłamią. Nie dodają jednak tego, że prezydent jest więźniem samego siebie. Z okazywaniem uczuć nie mają problemu tak zwani platformersi. Donek mówił, że najważniejsza jest miłość, a kilka dni wcześniej posłanka Sawicka bardzo emocjonalnie podeszła do swojej konferencji prasowej w Sejmie.  

 

Wyczytałem przy okazji gdzieś w Internecie, że nieznacznie wzrosła w Polsce sprzedaż drobiu. Nie wiadomo co spowodowało ten nieznaczny wzrost. Może czujemy się trochę bezpieczniej i nieco mniej obawiamy się ptasiej grypy? Może zajmą się tym naukowcy i socjolodzy.    

 

 

 
  
 

Panie Jarku

  2007-10-14 10:28:08  
  
 

Panie Jarku wdziałem pana w telewizji. Nie pierwszy raz, bo wcześniej był pan w Superstacji. Myślałem, że i tym razem panie Jarku, będzie pan w jedynej niezależnej stacji w Polsce, a tu klops. Nie było pana. Wie pan co, panie Jarku – chciałbym pana zapytać czy to prawe i sprawiedliwe, że pana pokazywały tylko trzy telewizje. Ja wiem, że panu pewnie to obojętne, bo w każdej chwili może pan błyszczeć w telewizji publicznej. Panie Jarku – czy jednak nie powinien pan stanąć po stronie uczciwości i niezależności wolnych mediów? Ale co tam panu, pan, panie Jarku robi dobrze tylko, tym, których pan lubi. Zastanawiam się panie Jarku czyim premierem pan jest. I taka mnie refleksja na myśl przychodzi – pan, panie Jarku, jest premierem samego siebie. Dlaczego pan, panie Jarku, nie potrafił skutecznie rozmawiać z Donaldem Tuskiem? Dlaczego pan, panie Jarku nie chciał powiedzieć dlaczego nie ma tych mieszkań, dlaczego pan nie wiedział o podwyżkach. Dlaczego pan, panie Jarku chce walczyć z Unią Europejską. Panie Jarku, mnie się tylko jedna odpowiedź nasuwa. Bo pan, panie Jarku – nie nadaje się na premiera.   

 
  
 

Polowanie na kaczki

  2007-10-02 21:22:38  
  
 

 

Będzie o polowaniu na kaczki. Bez żadnych podtekstów i gróźb wycelowanych w rządzących bliźniaków. Pamiętam, jak w ostatnich latach jeździłem z tatą polować na dzikie kaczki. Polowania te lubiłem najbardziej. Dlaczego? To o wiele ciekawsze polowania, niż te na dziki, czy zające. Są dwa rodzaje polowań na kaczki. Pierwsze jest niezwykle szybkie i konkretne. O świcie jedzie się na miejsce spoczynku kaczek, czyli najczęściej bagno i płoszy się drobiowe ptaki. Kaczki podrywają się ku niebu. Myśliwy bierze na muszkę ptaszka, celuje z odpowiednim wyprzedzeniem i... pada strzał. Kaczka zamiecie na lewo i prawo kuperkiem, kwaknie dwa razy i nurem spada.

 

Zawsze spada na dziób, nigdy na kuper. Kaczki szuka w szuwarach pies myśliwski, w zębach przynosi temu, kto celnym strzałem pozbawił ją życia. Drugi sposób polowania jest bardziej pracochłonny. Trzeba bowiem wykazać się umiejętnościami istnie szpiegowskimi. Zanim zajdzie słońce trzeba ukryć się w zaroślach. O zachodzie słońca kaczki zlatują się na bagna, by tam pozostać aż do rana. Trzeba pozwolić im wylądować, później sytuacja się powtarza. Płoszenie, celowanie i ... kaczka spada lub nie. Najczęściej jednak spada! 

 

Dzikie kaczki mają ciemne mięso, są niewielkie, ale za to smakują wybornie. Najlepsze są z pieczonymi jabłkami. Trzeba tylko uważać na zęby, śrut, który zostaje w kaczce może skutecznie złamać ząb. Jak się zatem okazuje nawet martwe kaczki potrafią być niebezpieczne. Ryzyko jednak się opłaca, bo najczęściej po kolacji zostają po kaczce jedynie kości. I już wiem, co będę robił w najbliższy weekend. Wyciągnę ojca na polowanie. Sezon na kaczki akurat trwa.

 
  
 

Kampanijny zamordyzm

  2007-09-25 19:39:30  
  
 

Aleksander Kwaśniewski ma słabość do alkoholu. Ma. I co z tego? Nic. Bo jedni mają słabość do kobiet, inni do alkoholu, a jeszcze inni do szybkich samochodów. Są i tacy, którzy te wszystkie słabości uskuteczniają jednocześnie. Pewnie, że Kwaśniewskiemu nie wypada pokazywać się publicznie pod wpływem alkoholu. Nie wypada, to jedno, a wpadki to drugie. Tak, to była wpadka, ale LiD-owi, wbrew pozorom chyba, wpadka ta, wyjdzie na dobre.

Aleksander Kwaśniewski to prawdziwy Polak. Przynajmniej pić potrafi. Na Ukrainie o tym wiedzą i dlatego byłego prezydenta przywitali chlebem, solą i wódką, bo nie sądzę, by było to francuskie, tudzież bułgarskie wino. To miał być skandal, ale skandalu nie było. Niby dzienniki o tym pisały, niby telewizje pokazywały, ale co z tego? Kwaśniewski nie zniknął ani z bilbordów, ani z kampanii wyborczej. Można mieć nawet wrażenie, że stał się mordą lewicy. Już nie jest jedną z twarzy tej kampanii, teraz jest właśnie mordą - co zresztą przyznał sam Marek Borowski. "Olek mordo Ty nasza" - mówił na konwencji LiD-u.

Pozostaje trzymać kciuki, że politycy wezmą się za przysłowiowe mordy. Zaczną publiczną debatę, zamiast uskuteczniać pyskówki. Mord w tej kampanii jest znacznie więcej. Bo przecież wybory to mordercza walka o głosy Polaków, to też polityczne morderstwa i kampanijny zamordyzm.

 
  
 

Zabawę czas zacząć

  2007-09-13 09:31:12  
  
 

Politycy doskonale bawią się w sejmie, który zresztą sami rozwiązali, a my - dziennikarze - świetnie będziemy bawić się komentując to wszystko.

Ot, chociażby biedny Ludwik Dorn, który mimo sądowego nakazu nie chce przeprosić dziennikarza - Piotra Krysiaka, tłumacząc, że nie ma na to pieniędzy. "Żelazny Ludwik" nazwał dziennikarza "chłystkiem", teraz ma za to przeprosić.

Marszałek znany jest z bogatego słownictwa i bujnej wyobraźni. Sam doświadczyłem jego braku poczucia humoru i klasy. Na regatach Rząd-Samorządy Dorn oświadczył, że na jachcie pływa w charakterze balastu, spytałem - czy w polityce też uważa się za balast. Dorn śmiertelnie się obraził i zapowiedział, że więcej, z tak niewychowanym i bezczelnym dziennikarzem rozmawiał nie będzie. W istocie, z Dornem nie miałem już do czynienia i całe szczęście.